Ewangelickim śladem po Orawie – Z Hołdunowa na Orawę

w1

Na sobotę, 20 października 2012 roku ewangelicy z parafii w Lędzinach Hołdunowie na Górnym Śląsku wraz z sąsiadami z Katowic Szopienic i Mysłowic, zaplanowali wycieczkę. Celem wyjazdu była Orawa, region na Słowacji, położony pod drugiej stronie Beskidu Żywieckiego.

Droga z Hołdunowa czyli dzielnicy miasta Lędziny, położonego w północno-wschodniej części Ziemi Pszczyńskiej na Orawę, wiodła przez Pszczynę, Bielsko-Białą, Żywiec, Korbielów. A tam po przejechaniu Przełęczy Glinne 33 uczestników wycieczki pod kierunkiem ks. Adama Maliny, opowiadjącego o tym, co znajduje się za oknem autokaru, znalazło się już na Słowacji. Stamtąd przez Oravską Polhorę, Namestovo dojechali do pierwszego celu podróży ? do Orawskiego Podzamcza (Oravsky Podzamok) i do znajdującego się na 112-metrowym wzgórzu Zamku Orawskiego.

Oprócz podziwiania pięknych krajobrazów i wielobarwnej jesiennej przyrody, celem wycieczki było także szukanie śladów ewangelików na Orawie. A tych śladów tam nie brakuje. Zarówno dawnych, jak i współczesnych.

Po pokonaniu 600 zamkowych schodów, przejściu przez trzy bramy, zwiedzaniu trzech zamków ? dolnego, środkowego i górnego, uczestnicy wycieczki dotarli do zamkowej kaplicy św. Michała. Dziś to kościół katolicki, wybudowany zaś został w latach 1609-11 jako kaplica ewangelicka. Wówczas Orawa, tak jak cała Słowacja, była w 90 % ewangelicka (dziś ewangelicy stanowią ok. 7 % mieszkańców tego państwa). W samym kościele, jak i na pobliskiej farze czyli plebanii można spotkać też ślady po ks. Jerzym Trzanowskim z Cieszyna. ?Słowiański Luter? przebywał na Zamku Orawskim w latach 1629-31 jako nadworny kaznodzieja, a lata tam przeżyte były jednymi z najszczęśliwszych w jego życiu. W okresie kontrreformacji kościół zmienił wystrój, otrzymując barokowy ołtarz, choć krypty i epitafia pozostały „ewangelickie”. Na ścianie znajduje się również duża fotografia dawnego ołtarza z czasów Trzanowskiego. Oryginał znajduje się dziś w kościele ewangelickim w miejscowości Necpaly, 50 km na południe od Zamku Orawskiego.

Po dokładnym obejrzeniu zamku górnośląscy ewangelicy udali się kilkanaście kilometrów na zachód. Przez Dolny Kubin dotarli do miejscowości Istebne, gdzie zobaczyli jeden z pięciu istniejących do dziś kościołów artykularnych. Zaczęto je budować na Górnych Węgrzech czyli dzisiejszej Słowacji po 1681 roku na mocy artykułów (25. i 26.) układu z Sopron, dzięki którymu po okresie kontrreformacji ewangelicy mogli legalnie wyznawać swoją wiarę i odbudować życie kościelne. Artykuł 26. przewidywał zwrot 888 dawnych kościołów ewangelickich pod warunkiem, że w międzyczasie kościoły te nie zostały konsekrowane na kościoły katolickie (warunku tego nie spełniała, niestety, żadna z dawnych świątyń ewangelickich). Artykuł 25. dał jednak podstawę do budowy nowych świątyń pod kolejnymi warunkami. Miały być wybudowane w ciągu jednego roku, poza miejscowością, bez bezpośredniego wejścia od ulicy, z materiału nietrwałego i bez metalowych elementów, bez wieży i dzwonów…

Wówczas ewangelikom udało się jednak wybudować 38 takich artykularnych kościołów. Gdy przepisy ograniczają, to działają jednak inne siły, które powodują, że powstają rzeczy niezwykłe. W podobnej sytuacji m.in. w Świdnicy i Jaworze wybudowano kościoły, które dziś jako jedne z nielicznych polskich zabytków sakralnych są na liście UNESCO. Na Słowacji kościołów wybudowano więcej, więc niektóre z nich mogły być o wiele mniejsze, ale również zadziwiają swoją niezwykłością.

Kościół w Istebne wybudowano w 1686 roku. Przebudowano go w 1730 r., dziś ma oddzielną wieżę z dzwonami. Z zewnątrz niepozorny, ale gdy wejdziemy do środka, to znajdziemy się w innym święcie ? pięknych, kolorowych malowideł i bogato rzeźbionego wyposażenia (cześć rzeźb i obrazów w latach 60-tych XX wieku skradziono, więc niektóre z nich to kopie). Na ołtarzu znajduje się też drewniany kielich komunijny, ktory ma przypominać stare czasy, gdy orawski lud był biedny, ale bogaty duchem.

Pobyt w kościele w Istebne był też okazją do spotkania z duszpasterzem 700-osobowej parafii, ks. Aleną Ďurčíkovą i kuratorem czyli po słowacku dozorcą parafii, Jánem Zaťko. Można było dowiedzieć się wielu ciekawych informacji o tym kościele i życiu parafii, frekwencji na nabożeństwach i sposobie ogrzewania kościoła? I także o tym, że akurat kościół w Istebne (i w Svätým Krížu) nie został wpisany na listę UNESCO z powodu wspomnianych strat i remontów, które w nim poczyniono?

Trzecim punktem całodziennego wypadu na Słowację był kościół w Leštinach. Jest najmniejszym z zachowanych kościołów artykularnych. Też niepozorny, położony na wzgórzu cmentarnym, wewnątrz kryje niesamowite bogactwo wystroju. Kościół zbudowano na przełomie lat 1688/89, mieszcząc się w przepisowym jednym roku budowy. Posiada wyjątkową polichromię drewnianego stropu, imitującą marmur, co jest europejskim ewenementem. A ponad 300-letnia polichromia empor od początku nie była odnawiana i wciąż zadziwia intensywnością koloru. Jest to zasługa materiału, którym w tej części kościoła jest drewno lipowe.

O kościele, jego historii i dniu dzisiejszym leszczyńskiej (leštiny to po polsku leszczyny) parafii, liczącej ok. 600 wiernych, opowiadała z wielką swadą sprievodkyňa czyli przewodniczka Viera Murinová. Mówiła też o wielkich Słowakach, którzy byli związani z tym kościołem, między innymi o jednym z największych słowackich poetów i pisarzy. Nazywał się Pavol Országh Hviezdoslav, w kościele w Leštinach był ochrzczony i konfirmowany, i posiadał ?swoją? ławkę?

To był ostatni punkt programu parafialnej wycieczki. Październikowy dzień ma swoje ograniczenia, szybko zapada wieczór. Taką samą trasą z małym przystankiem w Namestovie parafialna wycieczka po 12 godzinach zakończyła się w punkcie wyjazdu czyli przy kościele w Lędzinach Hołdunowie.

Warto było je spędzić na Orawie…